CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

środa, 18 marca 2015

25.Vik, you all right?

Hej :*
Moje FF zostało nominowane do LIBSTER AWARDS!! :D Dziękuje wam, że go czytacie.. I za komentarze :*
A teraz 25 już rozdział.. Ten będzie o wiele dłuższy i chyba ostatni..

Objaśnienie:  
J: - ja (Nath),  
V: - Vik,  
Jhn: - John,  
T1,T2, T3 - Typ1, Typ2, Typ3
M: - Martin.
______________________


John.
  Na wszelki wypadek założyłam pod bluzę kamizelkę kuloodporną i z torbą zapakowaną artylerią wsiadłam do samochodu. GPS poprowadził mnie do baru i bez żadnych tłumaczeń weszłam tyłem do lokalu.
T1: Tu nie można! - krzyknął do mnie jakiś typ, nie miałam ochoty na przepychanki, wyjęłam broń i strzeliłam mu prosto w serce. Szłam dalej nie odwracając sie..
T2: Co tu sie dzieje?! - ten był kolejnym poczęstowanym moją amunicją. Dotarłam do drzwi z napisem 'JOHN'
, weszłam i od razu wycelowałam w gościa za biurkiem. Śmierdziało tam tytoniem i skórą tapicerską.
Jhn: Nathalie Horan.. A przed chwilą rozmawiałem o Tobie.. -  zaśmiał sie i zaczął szukać czegoś w swoim biurku. - Szybka jesteś i widać, że najlepsza.. - jego uśmiech był obleśny. - Ale nie tak dobra jak ja.. - wyciągnął w moją stronę broń i odbezpieczył.
J: Mylisz sie.. - teraz to ja sie zaśmiałam i wystrzeliłam pierwszy pocisk od razu chowając sie za jakąś szafkę. Mężczyzna władowywał w nią i ściany dookoła mnie cały swój magazynek, a ja tylko czekałam aż skończy mu sie amunicja. Wychyliłam sie i zauważyłam, że go nie ma, wyszłam ostrożnie zza mojej osłony i szukałam go, spostrzegłam jeszcze jedne drzwi. Szłam w tamtym kierunku stawiając powoli kolejne kroki, nasłuchując go.. Usłyszałam jakiś łomot, jakby coś spadło, pobiegłam tam i zauważyłam Johna, chował sie za drzwiami, zdradziło go lustro za nim.. Niby taki świetny w tej branży, a taka słaba kryjówka.
J: Wiesz John.. - zaczęłam iść do niego - Każdy wie, że jestem najlepsza.. Nikt jeszcze nie przeżył starcia ze mną.. - mówiłam z cwaniackim uśmiechem - Nawet Ty nie przeżyjesz! - stanęłam nad nim i przyłożyłam zimną lufę do jego głowy. Mężczyzna powoli wstał z rękoma podniesionymi do góry.  - Rzuć broń! - warknęłam.
Jhn: Zabijesz bezbronnego?! - zakpił
J: Masz racje, tak sie nie robi.. - pociągnęłam za spust przedziurawiając jego czaszkę. Mężczyzna upadł na ziemie, a wokół niego tworzyła sie kałużą krwi. Wyszłam stamtąd chowając broń za pasek od spodni.
T3: Kim jesteś?! - wyleciał jakiś kolejny typ, z prędkością światła wyjęłam nóż i rzuciłam w niego i osunął sie po ścianie na podłogę. Dostał w brzuch, podeszłam do niego i wyjęłam mój sprzęt, coś jeszcze mamrotał, ale nie było to zrozumiałe.
J: Skończę twoje cierpienie.. - uśmiechnęłam sie do niego i wbiłam mu sztylet w serce, chłopak zachłysnął sie powietrzem i skonał. Zabrałam ostrze i wycierając je w swoja koszulkę wyszłam z tej speluny. Wsiałam do auta i bez zwracania uwagi na przepisy ruchu drogowego pojechałam do domu. Wściekłość rozsadzała mnie jeszcze bardziej, zabiłam 4 osoby w przeciągu niecałej godziny, do tego mój telefon nie przestawał sygnalizować że coś sie dzieje. Sprawdziłam i na ekranie wyświetlał sie specjalny kod, to alarm z domu Vikiego. Nie mogę go zostawić na pastwę losu, zakręciłam szybko na ulicy i pojechałam do niego. W jego mieszkaniu ktoś był i chłopak może mieć kłopoty. Kilka minut później weszłam z impetem do jego domu. - Viktor gdzie jesteś?! - wołałam na cały dom, szukając go wszędzie z bronią przed sobą.
V: Szybko przyjechałaś.. - zszedł na dół bez koszulki a na jego twarzy był uśmiech. Nic nie rozumiałam.
J: Co?! Sam uruchomiłeś alarm? - byłam w szoku, jak on mógł tak zrobić?!
V: Tak.. - przyznał cicho - ..Ale inaczej nigdy nie chciałabyś ze mną porozmawiać, a to że tu jesteś znaczy, że jeszcze ci na mnie zależy.. - mówił z takim przekonaniem.
J: Przestraszyłam sie, że masz kłopoty! Jak mogłeś?! - krzyczałam na niego, ale czułam, że tęsknie już za nim, złapałam sie za głowę.

http://33.media.tumblr.com/a8857a2a73836c8c3ed574bbb5ff5661/tumblr_n00jtoD2fP1snblj3o1_500.gif
V: Przepraszam Cie, za wszystko.. - podszedł ostrożnie do mnie, odsunął moją rękę z bronią i wtulił sie we mnie. Odwzajemniłam uścisk niemal od razu, czując strasznie dziwny ból w sercu.. Jednak coś nie dawało mi spokoju, usłyszałam jakiś podejrzany trzask a potem kroki w naszą stronę.
J: Masz jakiegoś gościa?! - odsunęłam sie od niego i spojrzałam w oczy.
V: Niee.. - zdziwił sie.
K: Hahaha.. - usłyszeliśmy jakiś śmiech i oboje spojrzeliśmy na gościa przed nami.
J: Kim jesteś?! - warknęłam.
K: To twój kochany Viktor nie powiedział Ci o dawnym znajomym? - powiedział z ironicznym zaskoczeniem, spojrzałam na Vikiego, był przestraszony.
V: To Martin.. Kiedyś razem pracowaliśmy. - powiedział do mnie - Jak mnie znalazłeś?!
M: Nie trudne to było.. - kolejny cwaniacki uśmiech - ..Myślę, że nie wyrównałeś rachunku i przyszedłem odzyskać co moje. - wyjął pistolet i wycelował w niego, od razu stanęłam przed Vikim i wycelowałam w tego Matrina. - Dziewczyna Cie broni?! - zaśmiał sie - Lepiej odsuń sie dziewczynko. - pokazał bronią, ja jednak nie przestraszyłam sie go i odbezpieczyłam swój pistolet.
J: Dziewczynko?! - zakpiłam - Zdajesz sobie sprawę kim ja jestem? - teraz na mojej
twarzy pojawił sie ten fałszywy, cwaniacki uśmiech. - Zadzierasz nie z tymi co trzeba! - warknęłam.
M: Chyba jednak zaryzykuje.. Tylko odsuń sie, nie chce uszkodzić takiej ładnej buźki! - dalej celował w Vikiego. Nie miałam zamiaru odpuścić.
J: Czego od niego chcesz?
M: Hmm.. Nie przyszedłem tu rozmawiać! - wściekł sie, o to właśnie chodziło.
J: Typowe! - zaśmiałam sie i strzeliłam mu w kolano, od razu upadł na ziemie łapiąc sie za krwawiące miejsce. Odepchnęłam Viktora tak, że sam upadł na ziemie, ale dzięki temu nie był na celowniku tego gościa. - Schowaj sie! - krzyknęłam i sama kucnęłam za ścianką. Gdy zauważyłam że Vik chowa sie w kuchni, wyjrzałam zza mojej osłony. Ten mężczyzna wciąż ubolewał nad kolanem, miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. - Chyba sie nie spodziewałeś, co?! - podeszłam do niego i stanęłam nad nim. Patrzał na mnie groźnie ze łzami w oczach.
M: Suko! Czemu to zrobiłaś?! - warknął
J: A nie wiem.. - wzruszyłam ramionami - .Taki miałam kaprys!
M: Dziwko, pożałujesz! - zanim sie spostrzegłam poczułam ogromny ból w klatce piersiowej, a potem zauważyłam że wystrzelił. Zanim zdążyłam upaść ostatkiem sił wystrzeliłam pocisk, upadłam na podłogę, a moje oczy stawały sie cięższe, dostrzegłam jednak, że typ dostał w szyje, z tętnicy wydostawało sie coraz więcej krwi. Mogłam odetchnąć, Viktor bezpieczny.. Starałam sie oddychać powoli, moje powieki były tak ciężkie, że nie mogłam już ich utrzymywać, ból w klatce był tak silny, ze nic innego teraz sie nie liczyło. Nie mogłam myśleć o niczym innym, czy skupić sie na oddychaniu.
V: Nathalie! Nath.. Mała. Oddychaj.. Nie umieraj!!

...
_______________________
Hmm.. Nath została postrzelona, nie wiem czy z tego wyjdzie, może zginie i następnym postem będzie epilog!
Myślę że będzie chociaż 7 komów!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!



Naat

9 komentarzy:

  1. Wow takiego czegoś się nie spodziewałam . Genialny:* Mam nadzieję,że Nath nie zginie , ale z drugiej strony ciekawie jak dalej by się życie potoczyło bez niej. Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie możesz uśmiercać Nath, a co dopiero kończyć to opowiadanie ! :'( Proszę Cię ! Ja nie przeżyję jak skończysz to opowiadanie w takim momencie :( Po prostu nie dam rady ..

    OdpowiedzUsuń
  3. Naat no chyba nie.. Nie możesz już kończyć tego! ♥ :( Genialny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. O w mordę *-* Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zarąbiście piszesz ;3 czekam na next *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Q_Q proszę nie kończ tego :'(
    Nath nie może umrzeć :'(
    A tak już na poważnie rozdział jest po prostu niesamowity jak hasająca po polu sarenka w ekstazie <3<3<3<3
    Wiem jestem powalona ale trudno Life Is Brutal
    I proszę błagam na kolanach nie kończ tego teraz
    Życzę weny weny i jeszcze tysiąc razy weny <3<3<3<3<3<3<3<3<3
    KOCHAM TO POWIEDANIE PROSZĘ NIE KOŃCZ TEGO

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudoo masz naprawdę mega talent do pisania ! ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń