CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

środa, 4 marca 2015

12. Can you stop?!!

Kochani.. :*
Hmm.. Dziękuje, ze spełniacie warunek :*
Dziękuje za ponad 2500 wyświetleń.. <3 *-*
To zapraszam na rozdział 12..

 Przypomnienie: 
Midnight Memories - restauracja Nath. 


Objaśnienie:
J: - ja (Nath, potem Hazz)
Lou: - Louis
L: Liam
Z: Zayn
N: Niall

______________________

Horan zaczął mnie zagadywać na inne tematy, na niektóre pytanie odpowiadałam wymijająco, ale naprawdę podobała mi sie jego postawa do życia, taka beztroska. Świetnie spędza czas, nie musi sie o nic martwić, jest po prostu szczęśliwy, a świadomość że teraz siedząc tu z nim, śmiejąc sie razem z nim, jest dla mnie przybijająca, bo wystarczy jeden strzał i po nim. A ja tak bardzo tego nie chce.. - Co powiesz na spacer? - zaproponował gdy wyszliśmy z restauracji.
J: Kiepski pomysł.. - stwierdziłam rozglądając sie.
N: No proszę Cie.. Musze ci sie za tą kolacje odwdzięczyć.. - namawiał.
J: Ja i moi osobiści goście zawsze mają kolacje za darmo, więc nie masz sie za co odwdzięczać.. - starałam sie brzmieć przekonująco. Spacer z nim, to nie jest dobry pomysł, w dodatku jest ciemno, co zmniejsza moje szanse obrony go przed jakimkolwiek Sokołem.
N: Niech Ci będzie, ale za to następnym razem sie nie wymigasz.. - skrzywiłam sie
przypominając sobie, że miałam go dzisiaj od siebie odsunąć już na zawsze. A ja świetnie sie przy nim bawiłam i kompletnie nie zrobiłam nic by go przed samą sobą ratować.
J: Wiesz Niall.. Chciałabym, żebyś dożył siedemdziesiątki, ale jeśli będziesz w moim otoczeniu to możliwe nie będzie.. - powiedziałam poważniej, ciszej i smutniej. Naprawdę zaczynałam go lubić i zależało mi na nim.
N: Znowu zaczynasz ta swoją gadkę.. - mruknął - .. Przestań ostrzegać i zacznij żyć.. - podszedł do mnie i spojrzał w moje oczy, chciał mnie już pocałować ale zatrzymałam go.
J: Nie.. Nigdy więcej nie próbuj tego robić. - powiedziałam stanowczo, w jego oczach coś sie zmieniło.. A tak, to smutek!
N: Pamiętasz co mówiłem ostatnim razem?

J: Ty mówisz wiele rzeczy.. - uśmiechnęłam sie
N: Mówiłem że sie nie poddam, więc nie odpuszczę tak łatwo. - jego głos też przybrał stanowczości. Pomimo moich wcześniejszych sprzeciwów nachylił sie nade mną i cmoknął mój policzek. Zaraz potem zostawił mnie koło mojego auta i odszedł w kierunku swojego. Kolejna próba przegrana, a ja nigdy nie przegrywam! Wróciłam nabuzowana do domu, mój telefon, którego tu zostawiłam wydawał z siebie dźwięki że mam kilka połączeń. Nie interesowały mnie połączenia, moją uwagę przykuła wiadomość on Billa. ' Zdecydowana?'. Krótka, zwięzła i na temat, Bill jakiego znam.
J: ' Zdania nie zmieniłam!' - odpisałam od razu po odczytaniu.
B: 'W takim razie wiesz jak jest.' - miałam pewne przeczucia że najbliższe kilka miesięcy ja i moi dawni znajomi odnowimy kontakty na nowo. Od razu znalazłam sie w biurze, połączyłam sie z systemem Billa i moje przeczucie sie potwierdziło. Już wysłał wiadomość do jednego z Sokołów. Znalazłam szybko wszystkie dane na temat zabójcy i postanowiłam sama sie z nim rozprawić, nikt nie może nawet tknąć blondyna! Szybko znalazłam sie w sypialni a jeszcze szybciej sie przebrałam, włożyłam na siebie dresy i czarną bokserkę, zeszłam na najniższe piętra domu i skanując palca weszłam do zbrojowni. Bardzo szybko znalazłam odpowiednią broń i mogłam władować cały magazynek w tekturową postać, muszę zacząć sie ćwiczyć jeśli chce bez błędnie likwidować wrogów. Poćwiczyłam jeszcze w siłowni i poszłam pod prysznic, miałam w głowie uśmiechniętego blondyna, to jak na mnie działa.. Zasnęłam z myślą o nim, zaczynałam odczuwać dziwne emocje w stosunku do niego. Chciałabym kiedyś bezkarnie i bez jakichkolwiek konsekwencji wtulić sie w niego i już nigdy nie puszczać..
Przez kolejne dni nie pokazywałam sie w Midnight Memories, śledziłam każdy ruch blondyna, obserwowałam wszystko co dookoła niego sie dzieje, pilnowałam go jak oka w głowie, ale też nie dałam sie nakryć. Kilka razy widziałam w jego otoczeniu podejrzane twarze, ale wtedy przy nim byli jego przyjaciele. Z tego co sie o nich dowiedziałam żyją w podobnym świecie co ja..

*Oczami Hazzy*
J: Niall, a Tobie co? - zapytałem go lekko sie już denerwując, chłopak nic nie robi tylko co chwile sprawdza telefon.
N: Nic.. - mruknął i kolejny raz spojrzał na ekran.
Lou: No przecież widzimy.. - Louisa głos też nie był najweselszy. Chyba żadne z nas dzisiaj nie miało humoru.
N: Dajcie mi dzisiaj spokój.. - schował dłonie w kieszeń i oparł sie bezwładnie o kanapę. Z tego co pamiętam mieliśmy fajnie spędzić ten dzień, a tu takie coś.. Ale nie miałem najmniejszej ochoty na pocieszanie czy rozbawianie ich.
J: Tommo, a jak interesy? - zagadałem, to zawsze mnie ciekawi.
Lou: Dobrze.. Biznes sie rozprzestrzenia.. - uśmiechnął sie chciwie, lubiłem takie informacje.
L: Aaa.. zapomniałbym. - każdy z nas podniósł wzrok na Liama, nawet naburmuszony Horan. Swoją drogą ostatnio ma dziwne humorki. - Dostałem maila, że jesteśmy zaproszeni na jakiś tam bal charytatywny, jako dawne One Direction.. - tylko nie to, znów będziemy musieli grać grzecznych, niewinnych i takie tego typu rzeczy. Ale w oczach Nialla coś błysło, wiem, że brakuje mu śpiewania, koncertów i wszystkiego innego, ale to już przeszłość.
Z: Musimy tam być? - zapytał zrezygnowany.
L: No nie napisali, że obecność obowiązkowa.. Ale może byśmy tak pokazali sie z tej dobrej strony, a nie tylko ciemne interesy..?! - znów włączyła mu sie rola tatusia.

Lou: To skoro tak bardzo chcesz to idź! - rozzłościł sie.
L: Może ty też byś sie w końcu zainteresował tym co sie dzieje dookoła nas! - zaczęli podnosić głos.
Z: Nigdy z Louisem nie lubiliśmy takich szopek! Czemu teraz mielibyśmy?! - dołączył sie
N: Spokój kurwa!! - wrzasnął i każdy z nich z wielkim zaskoczeniem w oczach spojrzał na Nialla, sam byłem pod wrażeniem jego wyskoku. - Może jak nie chcecie, to pójdę ja i Liam, z reszta nie nadajecie sie tam.. Jesteście nieobliczalni i zbyt niebezpieczni dla normalnych osób! - zatkało mnie, Horan i takie zachowanie. - I macie sie nie kłócić!! Niech nasza przyjaźń sie nie rozpierdala jak wszystko inne! - wstał z miejsca i wyszedł, chwile później słyszeliśmy tylko trzaśnięcie drzwiami.
J: Wow.. - tylko tyle zdołałem powiedzieć. - Noo.. Dobra to kiedy jest ten bal? - spojrzałem na Liama.
L: Coo?! Aaa.. Chyba za dwa tygodnie, o 8 pm.. - był w szoku, każdy z nich miał w oczach to uczucie.
J: Co sie tak patrzycie?! Niall ma racje, wszystko zaczyna sie sypać, zaczynamy sie kłócić o duperele, a dobrze wiecie jak on to przeżywa.. - przyjaciele skinęli głowami.
Z: Ja coś nie poznaje go ostatnio.. - przyznał Malik.
Lou: Ja też.. Jest jakiś taki inny od..
J: Od poznania pięknej Nathalie Horan.. -przerwałem mu i uśmiechnąłem sie zadziornie.
L: Myślę, że bardzo mu zależy..
Lou: Więc postanowione, idziemy na ten pierdolony bal..

...

_________________________
I co sądzicie? 
Ja wiem, że warty zostawienia komentarza..  :D To chce min. 5 komów!!!!!!!!!!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!!!!!!!!!





Naat

6 komentarzy:

  1. Ja pierdole Naat *-* ! Kuźwa jaki idealny kurwa rozdział *-* Napisał coś po prostu kurwa cudownie boskiego *-* Po prostu zajebistego *-* Kurwa, dawaj mi tu next'a ! :o

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie mogę niesamowity jest ten rozdział :-D
    Po prostu nie wiem co napisać
    Nie mogę się doczekać następnego
    Życzę ci weny weny i jeszcze raz weny 😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń