CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

poniedziałek, 12 września 2022

116. Begin of a new life...

Hejka! 
Poprzedni rozdział dodałam 19 maja 2017 roku. Dzisiaj jest 12 września 2022.
Przejrzałam całe fanfiction, poprawiłam wszystko co raziło nie w oczy i teraz chce w końcu je dokończyć. Nie wiem czy mi się to uda, ale trzymam kciuki sama za siebie...

Objaśnienie:
J: - ja,
V: Viktor,
El: - Eleounor,
P: - Perrie,
Jann: - Jannette,
S: - Sprzedawczyni.

_____________________


J: A co z Jannette? Pokłóciliście się ?
V: Nie, wszystko jest jak najlepiej, ale wiesz, Ty to Ty... Zawsze była tylko nasza dwójka. Teraz Ty masz Nialla, Ja-Jannette... Mam wrażenie, że się od siebie oddaliliśmy... - uśmiechnął się słabo i złapał mnie za dłonie - Wyprowadzisz się, chuj wie, ile mil stąd i już więcej Cie nie zobaczę...
J: Ohh Vik... Jak na razie nie ustaliłam daty przeprowadzki... To ma być moje nowe życie... Zawsze będziesz mógł przyjechać, są też wideorozmowy... I wiesz, że mam śmigłowiec, wystarczy, że dasz znać, a ja zaraz będę blisko... - uśmiechnęłam się pocieszająco - Teraz to Jannette powinna być dla Ciebie najważniejsza. Nie wypuszczaj jej ze swojego życia, bo to wspaniała kobieta...
V: Tu masz rację, uwielbiam ją...
J: Tylko uwielbiasz? - chłopak się zarumienił.
V: Przyznaje... Jestem zakochany. - uśmiechnął się
J: To na co czekasz, powiedz jej to. - zaśmiałam się
V: Nie wiem Nathalie. A co jeśli się dla Niej nie nadaje? Chce spędzić z nią resztę życia, ale... - chyba zwariuje
J: Ale?! Masz jakieś wątpliwości? Na pewno się nadajesz, jesteś świetnym facetem... J oboje bądźmy szczęśliwi. 
V: Już nic Ci nie zagraża? - zapytał jakby dla pewności
J: Jeśli chodzi o tamto życie to nie! Koniec z krwią, zabijaniem i czymkolwiek innym. - zapewniam
V: Cieszę się, że jesteś już bezpieczna. Teraz możesz przygotowywać się do ślubu. - uśmiechnął się zadziornie
J: Tak, chce go wziąć jak najszybciej się da...
V: I to jest właściwe podejście. Nie martw się, wynajmę Ci sale... - zaśmiał się głośno.
J: Dziekuje, nie spodziewałam się takiej szczodrości z Twojej strony. 
V: Dajcie znać, tylko który dzień. - od razu włączyłam kalendarz w telefonie.
J: Za dwa tygodnie. - chłopak zrobił duże oczy. - Zajmij się tym. Dużo osób nie będzie, pewnie coś takiego jak na zaręczynach...
V: Yhym...- zamyślił się - Dobrze, już wszystko wiem. - poczułam przychodzącą wiadomość. To Niall.
J: Niall już podjechał, do jutra. 
V: Będziesz jutro? - zdziwił się
J: Oczywiście, tylko taka praca mi już została... - widziałam jak jego oczy zabłyszczały. Podszedł do mnie, złapał za dłoń i pociągnął tak, że stałam bardzo blisko Niego. Dziwnie się trochę zrobiło. Patrzał mi tak głęboko w oczy, jak jeszcze nigdy wcześniej. Miałam wrażenie, że idzie to w niewłaściwym kierunku. Coś niezrozumiałego pisało się na jego twarzy. 

V: Tak bardzo za Tobą tęskniłem... - szepnął i wtulił się we mnie. Odwzajemniłam uścisk i stwierdziłam, że lepszego zakończenia tego ciemnego życia nie mogłabym mieć. Vik jest moim jedynym braciszkiem. Teraz musi być już tylko lepiej. 
J: Dobra Młody, uciekam... - uśmiechnęłam się do Niego
V: Jestem od Ciebie starszy! - krzyknął za mną. Szybko wyszłam z restauracji, usiadłam do auta z uśmiechem i pojechaliśmy do domu.
N: Jak się czujesz, panno Horan? - spytał gdy kładliśmy się już do łóżka.
J: Wspaniele, panie Horan... - wtuliłam się w Niego. - A zapomniałam Ci powiedzieć. Viktor przygotuje nam sale na wesele... 
N: Poważnie... Miałem nieco inny pomysł. - spojrzałam na Niego. - Może zrobilibyśmy to tutaj, na zewnątrz... ?
J: Miałabym obcych ludzi wpuścić do pałacu? - byłam sceptycznie znastaiona.
N: Przecież nie musisz wpuszczać ich do piwnicy. Mamy warunki do takiej imprezy...
J: Ale już powiedziałam Viktorowi że to ma być za dwa tygodnie, od dzisiaj.
N: Ustaliłaś datę beze mnie? - zdziwił się
J: To źle?
N: Nie, nie... Po prostu myślałem, że to ja będę nalegał na szybki ślub. Zaskakujesz mnie. - ucałował moje czoło. 
        
    Kolejne dni zleciały na organizacji wesela. W prawdzie Niall nakazał, żebym zajęła się tylko sobą i tym co mi potrzebne, ale chciałam bardziej zaangażować się w mój ślub. Więc pomogłam Viktorowi ustalić menu, wybrałam z Jannette kwiaty.
Miło było znów nie czuć tego zimnego oddechu przeszłości, na karku.
Własnie jade do salonu sukien ślubnych. Musze wyglądać oszałamiająco. Chce żeby Niall się znów we mnie zakochał. Weszłam do salonu i zauważyłam kilka znajomych twarzy.
J: A co wy tu robicie? - zdziwiłam się
El: Jak to, co? - oburzyła się lekko
P: Powinnyśmy być wściekłe, że nas nie zaprosiłaś...
Jann: Nie zostawimy Cię w takim dniu. Pomożemy Ci. - nie spodziewałam się, że ktoś zrobi dla mnie tak niewiele, a będę taka szczęśliwa. 
J: Miło z waszej strony. - dziewczyny usiadły na kanapie a ja zniknęłam w przymierzalni. Sprzedawczyni przyniosła kilka sukni. Sama nie wiedziałam a co sie zdecydować. 
S: Która pierwsza? 
J: Może ta? - kobieta skinęła głową i pomogła mi ją założyć. 
S: Gdzie będzie ślub?
J: W naszym ogrodzie... - uśmiechnęłam się
S: Idealnie ta suknia będzie pasować. Jest romantyczna, zwiewna... - czułam lekkie podekscytowanie. Zapięła ostatni guzik, poprawiła tren i rękawy. - Chce się Pani pokazać przyjaciółką? - uśmiechnęłam się na to jak je nazwała. Czy to naprawdę się dzieje? Naprawde mam przyjaciół?
J: Mogę. - wyszłam z pomieszczenia i stanęłam na małym podwyższeniu i popatrzałam na miny dziewczyn. - I jak? 
El: Lou, musze kończyć, Nathalie właśnie wyszła do nas... - rozłaczyła się nie dajac mu odpowiedzieć. - Kobieto!! Wygladasz cudownie!
P: Ohh tak... Zazdroszczę Ci, chce mieć Twoją figure... - zaśmiałyśmy się. Odwróciłam się w strone lustra i podziwiałam swoją kreacje kiedy do salonu wszedł mój najbliższy przyjaciel.
V: Nathalie?! - podszedł szybko do mnie - Czemu nie zabrałaś mnie ze sobą? To ja powinienem Ci doradzać... - złapał mnie za dłonie, a potem mocno do siebie przytulił. Co w niego ostatnio wstępuje?!
Jann: Viktor? - odezwała sie zaskoczona. Widziałam że jej zrobiło się tak samo dziwnie jak i mi. Chłopak odsunął się ode mnie i rozejrzał po moich osobach towarzyszących.
V: Jann? Jesteś tu... To dobrze, ciesze się, że zbliżyłyście się do siebie...
Jann: Wy chyba też jesteście niebezpiecznie blisko... - zauważyła. Sama spojrzałam na bruneta, który wciąż obejmował mnie w pasie, jego twarz była tylko kilka centymenrów od mojej. Gdy się zorientował jak to wygląda, odskoczył ode mnie jak poparzony. 
J: Hmm.. pójdę się przebrać. - schowałam się w przymierzalni. 
S: Kto to był? - zapytała mnie sprzedawczyni, gdy ściągaliśmy sukienkę.
V: Mój brat. - uśmiechnęłam się lekko. 
S: Musicie być ze sobą zrzyci.
V: Mamy tylko siebie, to znaczy nie mamy już innej rodziny. - czułam, że musze się komuś wytłumaczyć. Co sie, kurwa, dzieje...?
Kupiłam suknię, pożegnałam się z dziewczynami i ruszyłam do pałacu. Po drodze zastanawiałam się, co wstąpiło w Viktora? Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał...
J: Kochanie już jestem... ! - krzyknęłam, gdy tylko weszłam do środka. Nikt mi nie odpowiedział, więc gdy tylko odniosłam suknie do sypialni, zaczęłam szukać mojego mężczyzny. Poczułam zapach obiadu, więc skierowałam się do kuchni. Niall w fartuszku, ze słuchawkami w uszach, tanecznymi ruchami gotował obiad. Coś prześmiesznego... Po cichu zajęłam miejsce przy wyspie kuchennej i przyglądałam mu się. Co chwile coś sobie podśpiewywał, nucił, roztańczył się na całego i gdy obrót zrobił, niemal upadł na podłogę.
N: Kurwa! Nathalie! - przyłożył rękę do serca. - Kiedyś padne przez Ciebie na zawał... Czemu się nie odezwałaś? - zdjął słuchawki i podszedł do mnie.
J: Krzyknęłam, że wróciłam... To Ty nie  słyszałeś. - zaśmiałam się - Co gotujesz? 
N: Spaghetti. - pocałował mnie w usta - Zakupy się udały?
J: Tak. Wiesz, że dziewczyny twoich przyjaciół przyszły... Była nawet Jann, a potem nagle dołączył Viktor. Skąd wiedzieli gdzie jestem? - zaciekawiłam się.
N: To mało ważne. Ciesz się tym, że miałaś wsparcie... - nałożył obiad - Ale Vik był? Po co? - zdziwił się
J: Nie wiem... Przez Niego zrobiło się dziwnie. - wzruszyłam ramionami i zabrałam się za jedzenie. Niall jest coraz lepszy w gotowaniu, sos był idealny. 
Dzień zleciał nam na rozmowach o ślubie, co udało się zorganizować, a co jeszcze zostało. 


I w końcu minęło te kilka dni. Dziś jest nasz wielki dzień. Wstałam niezwykle wypoczęta. Niall pojechał wczoraj do swoich przyjaciół, wiec ja mogłam się przygotować. Bez obawy, że zobaczy mnie za szybko. Wykonałam staranny makijaż, włosy ułożyłam w romantycznego niskiego kucyka. Ubrałam się w zwykłe ubrania i po drodze do mojego biura zauważyłam, ogród jest już pięknie przystrojony. 
V: Nathalie!? - usłyszałam za sobą.
J:Vik? A co Ty tu terez robisz? - zdziwiłam się.
V: Nadzoruje wszystko... I chciałem jeszcze z Tobą porozmawiać, zanim to wszystko się zacznie... - zabrzmmiał tajemniczo. Skinełam głowąi ruszyliśmy do biura. Uiadłam naswoim miejscu i czekałam na to co brunet ma do powiedzenia. On jednak wpatrywał się tylko wemnie. Miałam wrażenie że z jego uszu leci para, od intensywnego myślenia.
J: Viktor! - krzyknęłam na Niego, chcąc go pospieszyć. - Powiesz mi co chciałeś mi powiedzieć?
V: A tak... - usiadł na przeciwko mnie, wziął kilka głębokich oddechów - Przemyslałem to wszystko i Ty nie możesz za Niego wyjść... - powiedział szybko. Na początku chciałam się zaśmiać, ale jego ton i wyraz twarzy był śmiertelnie poważny.
J: Co to ma znaczyć?
...

_____________________________




Nie mam pojecia czy tu ktoś jeszcze zagląda... Jeśli tak,dajcie o sobie znać!

Naat