CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

piątek, 6 marca 2015

13. It began..!

Hej :*
Kolejny rozdział, kolejne wydarzenia.. 
Blog ma już prawie 3 000 wyświetleń :*
Dziękuje wam za nie i liczę na większość ilość komentarzy!!!

Objaśnienie:
J: - ja( najpierw Hazz, potem Nath)
Lou: - Louis
Li: - Liam
Z: Zayn
N: Niall
F: Filiphe
____________________________

*Wciąż oczami Harrego*
J: Co sie tak patrzycie?! Niall ma racje, wszystko zaczyna sie sypać, zaczynamy sie kłócić o duperele, a dobrze wiecie jak on to przeżywa.. - przyjaciele skinęli głowami.
Z: Ja coś nie poznaje go ostatnio.. - przyznał Malik.
Lou: Ja też.. Jest jakiś taki inny od..
J: Od poznania pięknej Nathalie Horan.. -przerwałem mu i uśmiechnąłem sie zadziornie.
Li: Myślę, że bardzo mu zależy..
Lou: Więc postanowione, idziemy na ten pierdolony bal..
- mruknął i wyszedł z salonu. Nie podobało im sie zgrywanie świętych, mi z resztą też nie, ale kochałem ich jak braci, a Niall jest naszym takim wrażliwcem. Zależy nam na jego szczęściu i chyba każdy z nas traktuje go jak najmłodszego. Pozostała dwójka siedziała już cicho i wrócili do oglądania filmu, ja wystukałem numer do blondyna i czekałem aż odbierze.
N: Nie chce mi sie słuchać o tym że przesadziłem, że martwisz sie i takie tam mało ważne rzeczy! - powiedział od razu po odebraniu, nawet nie zdążyłem nic powiedzieć.
J: Dobra.. Nie będę, zrobię to na balu.. Szykuj smoking.. - uśmiechnąłem sie sam do siebie i wyszedłem do kuchni.
N: Idziecie?! - zapytał, wiedziałem, że szczerzy sie w tej chwili.
J: No wiesz.. Potrafisz być przekonujący kiedy nas wyzywasz.. - zaśmiałem sie i wyjąłem kolejne piwo z lodówki.
N: Ale czy to nie jest prawda Hazz? Nasze rozmowy i spotkania kręcą sie tylko wokół dilerki i hazardu.. Naprawdę mam już tego dość i brakuje mi dawnych nas.. - rozżalił sie.
J: Zdaje sobie z tego sprawę Niall.. Nic nie poradzisz.. Dobrze wiesz, że wyrośliśmy z tej przesadnej grzeczności.. - powiedziałem poważniej.
N: Wiem, narazie.. - nie czekał na moją odpowiedź i sie rozłączył, zauważyłem na tarasie Louisa palącego papierosa, wziąłem też dla niego piwo i wyszedłem mu potowarzyszyć.
Lou: Dlaczego on nie może zrozumieć, że to wszystko sie już skończyło..? - zapytał po pewnym czasie.
J: To jest Niall.. On zawsze był uczuciowy i wiem, że brakuje mu tego..

Lou: Ale minęło już tyle lat, a on dalej nie może sie z tym pogodzić.. - mruknął i upił łyk piwa, ja zrobiłem to samo. Nie mam pojęcia jak przetłumaczyć Niallowi, że One Direction już nie istnieje, że muzykę zostawiliśmy dawno za sobą.. Jedyne co zostało i zostanie do końca życia to nasza przyjaźń, nie zamieniłbym ich na nic innego, ale on musi zrozumieć.. 
 
*Oczami Nathalie*
Właśnie jadę na pierwsze spotkanie z wrogiem. Przygotowałam sie do tego, poznałam Sokoła już kiedyś i wiedziałam jak go załatwić.. Pierwsza akcja, jestem podekscytowana i przerażona zarazem. Dawno tak sie nie czułam, może to dlatego że dawno nie chodziło o kogoś bliskiego mojemu sercu. Przez te ostatnie kilka dni zdałam sobie sprawę, że zależy mi na nim bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, nigdy nie dam tego po sobie poznać, to mogłoby zaszkodzić nam obojgu.. Weszłam do budynku i bardzo ostrożnie szłam w miejsce przebywania pierwszego Sokoła którego mam zamiar zabić.. Znalazłam sie z nim w jednym pomieszczeniu, tylko, że on mnie nie widział. Zakradłam sie i uderzyłam kolbą pistoletu w kark, chłopak od razu stracił przytomność i upadł. Na statywie przy którym stał, była snajperska broń, podeszłam do niej i spojrzałam przez lupę. Nialler był na celowniku i wystarczyło żeby pociągnął za spust. Nawet nie chce myśleć co by było gdybym przyszła tu sekundę później. Udało mi sie go wyciągnąć na krzesło i przywiązałam go bardzo mocno. Pozostało mi czekać aż sie obudzi. Co chwile upewniałam sie że z okna nie widać już blondyna i dzięki zainstalowanemu w jego aucie GPS wiedziałam gdzie teraz jest. Siedział grzecznie w domu, chciałam być tam teraz z nim, ale obowiązki są najważniejsze. Łaziłam w kółko i zastanawiałam sie jak najskuteczniej będzie chronić Nialla, to że będę likwidować wysłanników Billa nic nie da, Horan musi mieć pełną ochronę.. Usiadłam na przeciwko Filiphe i czekałam aż sie wybudzi. Chyba za mocno go uderzyłam.. Po jakimś czasie w końcu sie doczekałam, otworzył oczy i zaczął sie szarpać widząc mnie przed nim..
J: Jak sie spało? - zapytałam z uroczym uśmiechem. Wyciągnęłam przed siebie broń tak, że celowałam w niego.
F: Co ze mną zrobisz? - spojrzał gniewnie na mnie. Zaśmiałam sie, myślę że nawet sie domyśla co zrobię.
J: Zapewne zabije.. - uśmiechnęłam sie - .. Dobrze wiesz, że z takich spotkań tylko ja wychodzę żywa.. - powiedziałam już ze złością.
F: Jesteś bardzo pewna siebie.. - warknął
J: Kto cie nasłał?! - warknęłam. Szatyn milczał, przez co denerwowałam sie jeszcze bardziej. - Odpowiadaj! - syknęłam, muszę wyciągnąć od niego tą informacje, choć wiem kto to był.
F: Znasz zasady..
J: Nigdy ich nie przestrzegałam! Zapomniałeś? - wstałam z miejsca, widziałam jak szarpie nadgarstkami by sie wydostać i podeszłam do niego, stanęłam za nim i schyliłam sie tak by moje usta były przy jego uchu. -  Nie wyplączesz rąk, sama wiązałam.. - szepnęłam zmysłowo i przejechałam lufą pistoletu po jego szyi, zatrzymałam pod uchem za kością policzkową. Szatyn oddychał bardzo szybko i wiedział że dzisiaj zginie. - Na kogo rozkaz?! - warknęłam przez zaciśnięte zęby i odbezpieczyłam broń.
F: Strzelaj, nic Ci nie powiem.. - odpowiedział z lekkim przerażeniem, dobrze wiedział że to zrobię, ale najpierw muszę wyciągnąć od niego jakiekolwiek wiadomości. Odsunęłam sie od niego i stanęłam przed nim.
J: Zrobimy inaczej..

...
_____________________

To jak? Podoba sie ten rozdział?
5 komów i będzie następny :*
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!!!!!!!!!!!!!!




Naat

5 komentarzy:

  1. Genialny :D Tylko dlaczego w takim momencie ?? Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. O ja pierdole *-* Kolejny rozdział z serii zajebisto boskich rozdziałów *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały xx Czekam na nexta ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Swietny :* czekam na nn :) x

    OdpowiedzUsuń