CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!

środa, 29 kwietnia 2015

44. Louis you are IDIOT!!

Hej :* 
Powiem wam coś.. Przeczytałam ostatnio wszystkie rozdziały w tym FF.. I sama nie wiem czy chce dalej go pisać.. :/

Objaśnienie:
J: - ja (Nathalie)
B: - Bella,
Lou: - Louis
V: Viktor,
C: - Carl,
R: - Roy.
___________________________

J: ..Taki marny jest los wszystkich Sokołów Billa.. - zaśmiałam sie.
B: Ty jesteś jedna, a nas?! Nie wygrasz.. - mówiła z trudem.
J: Jak na razie idzie mi świetnie i to wy jesteście na straconej pozycji! Milion pójdzie dla innego.. - kolejny pocisk wylądował w jej ciele, krew rozlewała sie pomału, a ja wystrzeliłam w nią jeszcze ze trzy pociski. Już miałam opatrzyć sobie u niej ranę na brzuchu, ale usłyszałam dźwięk syreny policyjnej. Szybko wybiegłam stamtąd mijając sie z Tomlinsonem.
Lou: Nathalie?!
- był zdziwiony, spojrzałam na niego. Niech on stad idzie!
J: Louis idź stąd! Bo będziesz miał kłopoty! - krzyczałam na niego, po co ten idiota przyszedł.
Lou: Słyszeliśmy strzały! - dalej szedł w stronę jej domu.
J: Człowieku wypierdalaj stąd! - byłam wściekła, Tomlinson wyraźnie pakuje sie w kłopoty.
Lou: Jak ty sie odzywasz..
J: Wiesz co?! Mam Cie gdzieś! Rób co chcesz!! - wsiadłam do swojego auta i odjechałam spokojnie, nie wzbudzając podejrzeń mijającej sie ze mną policji. Louis Tomlinson pójdzie siedzieć, już to wiem! Czemu oni sie nie słuchają! Zawsze muszą postawić na swoim! Zatrzymałam sie kawałek dalej tak by miała dobry widok na jej dom, zauważyłam jak ładują Tomlinsona do radiowozu! Kurwa mówiłam! Niall sie kłócił z policjantami, ale nic nie zdziała, tu ja muszę wkroczyć.. Idioci! Odpaliłam auto i odjechałam, a niecałe 5

minut później obok mnie przejechał na sygnale radiowóz z Tomlinsonem w środku. Kretyn!! - Kurwa mać! Mówiłam mu!! - krzyczałam sama do siebie, moja rana wymaga opatrzenia, więc nie miałam zamiaru na razie zaprzątać sobie mini głowy. Szybko sie tam znalazłam i a jeszcze szybciej byłam pod prysznicem. Musiałam zmyć z siebie całą krew, a trochę jej było. Wytarłam ciało delikatnie i przykleiłam wielki plaster, rana nie była głęboka i nie trzeba było szyć. Ubrałam sie w dresy i poszłam do biura, muszę go jakoś wyciągnąć z więzienia, to pewne że pójdzie siedzieć, a przecież on nic nie zrobił. Od kiedy ja jestem taka pomocna?! Wcześniej nawet bym nie powstrzymywała go by tam nie szedł! Jeszcze nie było niczego o Louisie w bazie policyjnej, pewnie trochę to potrwa zanim dojdą do tego że to ja, ale mi nic nie zrobią. Policja raczej jest mi wdzięczna za to że likwiduje groźnych morderców. Jutro sie tym zajmę, do tego czasu pewnie wpiszą tam Louisa. Zabrałam sie za tworzenie nowej umowy dla Vika, skoro jest kierownikiem, to musi być zatrudniony na innych warunkach. Na dniach przepisze na niego cały interes, ale nie powiem mu o tym, zostanie to moją tajemnicą. Stwierdziłam że mam jeszcze sporo czasu do wieczora i mogę w końcu poćwiczyć, upewniłam sie że rana jest dobrze opatrzona i zjechałam do mojej podziemnej siłowni. Najpierw bieżnia, skakanka, rowerek, kilka pompek.. I tak zleciało mi do wieczora, wychodząc z siłowni byłam cała mokra, mój oddech był nierówny i ciężki. Spompowałam sie za wszystkie czasy! Wykąpałam sie, zmieniłam plaster i przed snem sprawdziłam czy Bill nic nie knuje już tego dnia i poszłam spać. Czasami mam wrażenie że to wszystko co robię, że zapobiegam każdy jego ruch, przychodzi mi to za łatwo.. Ale jestem uczniem Billa a zawsze uczeń przerasta swojego mistrza..
          Wchodząc do restauracji słyszałam jakieś dziwne dźwięki dochodzące z kuchni, dobrze że jeszcze lokal zamknięty.
J: Co tu sie kurwa dzieje!? - warknęłam gdy weszłam na kuchnie. Każdy z kucharzy zwiesili głowy i zaczęli zajmować sie tym czym nie powinni. - Ogłuchliście?! - buzowało we mnie. - Jeżeli zaraz mi ktoś nie powie o co chodzi zwolnię każdego i załatwię wam, że nie znajdziecie jakiejkolwiek pracy w całym kraju! - zagroziłam, oni wiedzą że byłabym do tego zdolna. - Viktor mów! - powiedziałam przez zęby.
V: Nathalie sam nie wiem jak do tego doszło.. - zaczął
J: Za mało wam płace? - popatrzałam na każdego z nich, każdy milczał, nawet nie chcieli na mnie patrzeć - Odpowiadać kurwa jak pytam!
C: Nie.. - odezwał sie Carl.
J: Carl.. - chłopak spojrzał na mnie - ..Powiedz co tu sie dzieje.. - wzięłam głęboki wdech by powstrzymać sie od użycia broni.
C: Inni kucharze dowiedzieli się że Viktor został naszym szefem.. - spuścił głowę.
J: Inni kucharze? Nie wliczasz siebie do tego? - zapytałam krzyżując ręce na piersi.
C: Nie.. - w końcu na mnie spojrzał.
J: Chodź tu.. - wskazałam na miejsce za sobą. Chłopak przeszedł szybko i spojrzałam znacząco na Vikiego by stanął obok mnie. Zrobił to i wpatrywałam sie w każdego kucharza po kolei. - To kto ma z tym problem? Dlaczego wy sie kurwa tak boicie ze mną rozmawiać?! - warknęłam na nich, połowa z nich podskoczyła ze strachu. - Mam sie z każdym po kolei umówić na kawę po pracy byście na mnie patrzeli? - rzuciłam od niechcenia.
R: Ze mną byś mogła.. - odezwał sie Roy, jest starszy od każdego kucharza tu, ale nie staruszek.
J: Zapomnij! - uśmiechnęłam sie - Macie mówić mi o swoich problemach, jeśli nie chcecie wszyscy na raz zapraszam po kolei do biura.. Carl i Vik wy pierwsi! - zarządziłam i poszliśmy do mojego gabinetu, usiadłam za biurkiem, a oni zajęli miejsca przede mną. Viktor nie był przejęty tym że tu jest, a Carl.. Mało co nie mdleje..
V: Sam nie wiem skąd oni o tym wiedzą.. - zaczął
J: Carl, zacznij oddychać.. - spojrzałam na niego - ..Powiedz mi, czemu sie tak boisz?
C: Yyy.. No.. No bo..
J: Jesteśmy dorośli, mów.. - ponaglałam go
C: Jest pani władcza, groźna.. Czasami mam wrażenie że chce pani połowę z nas pozabijać swoim spojrzeniem.. - otworzył sie, tylko co w tym takiego strasznego..
J: Byłeś zastraszany w dzieciństwie?
V: Nath to chyba nie na miejscu pytanie.. - zgromiłam go wzrokiem.
C: Widzi pani.. Wystarczy że pani na niego spojrzy a on milknie.. To przerażające.. I nie, nie byłem zastraszany.. - przyznał. - Jakby sie pani czasem uśmiechnęła, czy dała jakąś pochwałę.. Było by inaczej..
J: Pomyśle nad tym.. Carl nie masz sie czego obawiać, nie zawiodłeś mnie i w końcu zacząłeś ze mną normalnie rozmawiać.. Możesz wrócić do pracy.. - uśmiechnęłam sie do niego, co lekko odwzajemnił. Oboje wstali z miejsca i chcieli wychodzić. - Vik ty siadaj! - powiedziałam stanowczo, Carl tylko na mnie spojrzał i wyszedł.


V: Myślisz że sie zmienią? - usiadł na poprzednie miejsce.
J: Nie wiem.. A teraz mów skąd sie wzięła ta kłótnia? - spojrzałam na niego.
V: Carl powiedział ci prawdę.. Chyba musieli usłyszeć jak gadałem sam ze sobą, po twoim telefonie..
J: Czekaj.. - przerwałam mu - Gadałeś sam ze sobą? - zaśmiałam sie
V: Tak! - powiedział znacząco - Nie mam innych przyjaciół.. - oparł plecy o fotel.
J: Ahaa - przeciągnęłam - To jest Twoja nowa umowa.. Mam nadzieje, że wszystko Ci odpowiada.. - podałam mu teczkę z dokumentem. Chłopak wziął ją i zaczął przeglądać papiery, ja tymczasem udostępniłam mu wszystkie potrzebne wejścia do systemu. Sam teraz będzie rządził a ja będę gościnnie tu pracować. - Jeżeli sie spiszesz i restauracja nie pójdzie na dno to będziesz ustawiony do końca życia.. - spojrzałam na niego, dalej przeglądał umowę.
V: Zwariowałaś..
...
_______________
Louis w więzieniu! Spodziewaliście sie?! Oceniajcie!! 7 komów!!!!!!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!!!!!!!!



Naat

6 komentarzy:

  1. Supcio jak zwykle ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!!! Fajnie piszesz i proszę cię nie przerywaj pisania... Będę płakać... Naprawdę. Bardzo dobrze piszesz i szkoda by było, gdybyś przerwała pisanie... Czekam na kolejny... ^^ <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie ;)) nie przedstawiaj! piszesz genialnie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Lou w więzieniu ?!?!? superaśny :) czekam na nexta <3 Jula

    OdpowiedzUsuń
  5. no jnmg Lousa złapali ?! tego sie nie spodziewałam :0 czekam nn /N

    OdpowiedzUsuń